one year after 2006-10-28 20:55:43

łał. ostatnia notka prawie przed rokiem wystukana. czas pedzi trąc nam łokcie, nie zważa na nic i na wszystko.

herbaty hibiskusowe, rumiankowe, juz zimno tuli sie do ciepła, sapią kaloryfery. rok dalej... do przodu... nie uwsteczniam sie choć patrze tez za siebie czasem odwróce głowę i kątem oka dostrzegam rozemglony widok, pewne rozmowy ludzie tlą się i dopalają nieuchronnie...

skomentuj (2)

stil 2006-05-17 22:45:29

orzechowe mam sny, niespokojne poczwarki za skórą, obranych małych kawałeczków przyjemności. pieszczota słońca jak co roku błogosławieństwo, młoda dusza boska głaszcze policzki, poszarzałe od brudu miejskiego śniegu, smrodu za wielu papierosów, pożółkłych zębów. Soczysty liśc zaczepia rękaw. Ciesze się z tego. C e l e b r u j ę.
Własne korzenie wygrzebuję. nieśmiało zaglądam za zasłonę.
pachnie.

skomentuj (2)

11.08. 2005-11-08 21:17:52

mglista ciecz zwana mgłą przykleiła mi sie do szyb, próbując dostać sie do mojego pokoju. Patrze jej w zamglone oczy, zmrużone oczy, i jem kanapke z dżemem z owoców kiwi i limonki. zielono robi mi sie w środku od tego dżemu,nwet można powiedzieć lekki irlandzki smak czuje choć słodki ginessowaty też jest.
Czuje sie też troche podglądana, choć być może mimochodem, to lepią się do mnie różne wzroki, ciche słowa, wspólnoty życie, lekko słone i gorzkie na brzegach, nie do końca wygładzona ta poszewka na życiu. Powleczone dni we wzory niekoniecznie oczekiwane, jakby roztarte niechcący między palcami, koraliczki eh wy moje...
jak wyrzucić juz te buty co mi duży palec wymarza...

skomentuj (0)

patrze 2005-10-24 10:31:53

Czy widzisz te drzewa rozspostarte skrzydła duchów lasu? wymalowały karminem brzegi dębowych liści, klony zżółkły bez zazdrości, świecą jasnym pozłotawym słońcem, gramodzonym przez lato. brzozy drżą, choć ciepła ich kora łąciata, drobniutkie listki śpiewają kołysanke przed zaśnięciem. Kopuła nieba tuli je wszystkie do chmurzastej piersi, rozpieszcza słonce, głaszcze lekkim wiatrem, nie rozbiera troskliwie przed chłodem. Leszczyny lekką zielonkawość chowaja przed światem, przed nieuchronną zmianą, choć może nie kryją, co ma byc to bedzie.

pory roku... wedrówka na kuli czasu, spędzona po raz kolejny w bloku, obserwowana z betonowego świata, znad blokowych czeluśći, coraz cichszego trelu ptaków co sie zimy nie boja huhuhaa.... a głosniej być moze ludzie z melancholii butelkowych żałosci krzyczą by zdusić smutek.

skomentuj (1)

notka 2005-10-08 16:14:04

Skóra w paski żaluzjowe pokrywa rytem wzoru światła na małych włoskach., kałuże z oliwki dla dzieci w zagłębieniu łokcia, jasne, przezroczyste paznokcie. Gitara. Bęben . tamtam.Ślimak w uchu przeciągnięty w leniwym transferze muzycznym. Za wodnisty sierpień dostalismy gorącą, błyskotliwą jesień, złota dziewczyna, do zakochania jak te po czterdziestce, świadome, błyszczą, wyzierając zza źrenicy odpuszczonym mostem pozostawionej nastoletnosci. W zakamarku kurzej łapki łza i śmiech splecione dłonie. cisza doceniona. milczenie oswojone, je z reki, z przyklęku. te jesienie, ha te ładne jednak jedyna w sobie zadume, przedstan hibernacji, trzeba zebrac skarby, zapasy, kolekcje ubogacić, utulić troskliwe nanizane uczucia, mysli, przedmioty bez materii w jedno miejsce odeelegować. Spiżarnie kolorowszą sprawić. Na Później.

skomentuj (0)

out 2005-09-13 13:38:28

mam konflikt serologiczny życia zewnetrznego z wewnętrznym. Jedno naciska na drugie a mnie wciska w kąt.
wiruję jak pulsar w rytmie raz za szybkim raz za wolnym, nieuchronnie zmierzając ku śmierci.
nic nowego nic starego.
neti neti.

skomentuj (3)

sobotatata 2005-06-04 22:39:38

melancholijnie odpadaja niebu luski z oczu. strzelaja wodą z zatrutego źrófła. Slysze bębenek, ale fałszywe dzwieki wydaje. lutnia rozkraja subtelne cialo oczekiwania. z twardosci miekknę.
sokół gwiżdze w noc. z mp3. nie ze skały obok barku. rozgramiam . rozbasuje. w macie znurzam krótkie włosy.
cisza.
spokoj.
brak drgań.
pewne zderzenie.
pewna sobota.
elfy cmokają.
I skaczą.

skomentuj (3)

yhy 2005-05-27 12:21:56

maj zestarzał sie z w-dzwiekiem spiewu ptakow szukajacych ptasich kochankow, z cichnacym gruchaniem golebii, i bujna, swieżą zielenią na drzewach.
zegna sie miodowym ksiezycem, kula z pergaminowego papieru; zastygłą kulą grającego w kręgle boga. bzy powoli sciela sobie grób przekwitania, kulą małe kwiatuszki biela i fioletem, pachnac obietnica kolejnego intnsywnego istnienia za rok.
rozpoczyna sie sezon nowiutkich, odcietych od ziemi, warzyw, nowalijek, pragnienie ciala by sie odnowic, by realizowac dawne obietnice, zapomniniane postanowienia, z szarej skory wejsc radosnie, glosno, i rozmachem w nowa blyszczacą skórę. ważne by sie chciało. podjąc wyzwanie.

w moim ogrodzie niecierpliwie pna sie w gore bazylie oregano i estragon, rozpanoszyl sie rumianek, miety jeszcze nie widac, ale walczy z delikatnoscia swej natury smukla maciejka. bluszcz rozpelza sie po scianie calujac po drodze kaktusa i moje lydki.

widze usmiechy naookolo ludzi mi znanych lepiej i mniej poznancyh. zaszufladkowaych bezpardonowo i bezmyslnie w jakisz szafkach umyslu. porzadki robie, odkurzam wyrzucam co trzeba. i znajduje skarby, i widze nowe blyski, fleszee. tez slowa sa inne, inne kolory w zrenicach, wcaiz sie ucze, i radosnie mi ze chce mi sie na to spojrzec raz jeszcze. nie wyrzucic niecierpliwym ruchem, nie pogniesc, nie zapomniec.
i tak mam duzo pracy.
ze soba.
ale to pryzmat. rozszczepione swiatlo.
kat padania rozwarty na innych, na inne.
patrze juz na czerwiec. ale maj piesci mi uda. od feromonow pecznieja zyly w przegubach.

.................................

krzywa tych plecow napelniala dzbanek moich dloni w pekaty worek czekania.
przymykam oko i widze ze lekki oddech unosi je w rytmie mojego serca. sa duze, silne, wyplecione najdoskonalszym wzorem od twórcy. widze pieprzyk nad lewym posladkiem, jest ujsciem zyciodajnej komorki, tak jak ten na udzie. lekko przekreca glowe i skora marszczy sie na szyi cienka faldka. lokiec wygiety, pol reki schwane pod brzuchem, gdzie wlosy kreca sie jak male ciemne robaczki, zmieniajace sie w motyle, by wyfrunoc kolisym i wirujacym spazmem z otwartych ust, wywroconych bialek, zatrzymanych rysow, wygietych biodrach. potem brne przez pragnienie i rozpuszczam swoje zniecierpliwienie by natychmiast nie wgryz ci sie w ramie, albo w lydke. nie chce jeszcze wyssac z ciebie zycia, calej porcji przyjemnosc dla mnie przeznaczonej.
czekam.



skomentuj (0)

w maju sie maję 2005-05-09 13:51:35

skomentuj (2)

. 2005-04-21 21:21:48

tak mało mnie tutaj.
zakopałam się w ziemi.
dawno kawy nie piłam.
czekolada jest za słodka.
blekitnie.
refleksy.
brzuch duzy okragły wścibski
ide.

skomentuj (2)

Księga Gości